Katarzyna

prawnik kanonista z wykształcenia i z zamiłowania również:)

Po przepracowaniu kilku lat w Metropolitalnym Sądzie Warszawskim postanowiła założyć bloga www.poradykanoniczne.pl. Poprzez niego pragnie przybliżyć zasady panujące w Kościele Katolickim. Indywidualnie również udzieli porad kanonicznych, po wcześniejszym umówieniu się na spotkanie, w zakładce

 


Jestem adwokatem kościelnym i na co dzień zajmuję się prowadzeniem procesów kościelnych o stwierdzenie nieważności małżeństwa,

a w wolnych chwilach lubię odwiedzać kościoły. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że uważam je za kolebkę i strażników architektury. W weekend wybrałam się na Żoliborz i dzięki temu powstało takie oto zdjęcie.

Kanonistyka jest moją codziennością, więc jeśli chcielibyście skorzystać z mojej pomocy przy procesie kościelnym, który jest błędnie nazywany "unieważnieniem małżeństwa" lub "rozwodem kościelnym", to skontaktujcie się ze mną telefonicznie lub przez maila w zakładce KONTAKT.

Zaraz po studiach, w Dzień Dziecka, zostałam przyjęta do Sądu Metropolitalnego Warszawskiego, by przesłuchiwać strony procesowe i ich świadków, co było moim stałym zajęciem trwającym ładnych kilka lat.

W pewnym momencie uznałam, że chcę przybliżyć temat procesów kościelnych innym i założyłam kancelarię kanoniczną. Wtedy też zaczęłam pracę na własny rachunek i mimo upływu lat czuję sentyment do Sądu Metropolitalnego Warszawskiego.

Dla mnie te sprawy są proste i mimo różnych rozmaitości, w tym pięknych kwiatków wyrastających w trakcie procesu, do których jestem przyzwyczajona, to nadal potraficie mnie zaskoczyć. I mimo, że każdą sprawę rozpatruję indywidualnie, gdyż każdy człowiek jest inny, to jednak procesy kościelne są proste.

Będąc adwokatem od zadań specjalnych otrzymuję naprawdę różne zapytania i to nie tylko natury prawnej.

Poza standardowymi pytaniami typu kiedy zacząć proces kościelny lub jak się za niego zabrać, czasem trafiają się perełki dotyczące tego, kiedy odbył się pierwszy proces kościelny o stwierdzenie nieważności małżeństwa i skąd w ogóle wziął się ten temat.

No cóż ... :)

Była kanonistyka i kosmetyki, więc przyszedł czas na kanonistykę i seriale.

Pierwsze wzmianki o procesie kościelnym i prawie kanonicznym w polskich serialach pojawiły się np. w "Plebanii".

Mówię o tym dlatego, bo serial ten nie był jedyną polską produkcją z kanonicznym tematem w tle. Zawsze oglądałam inne seriale niż reszta społeczeństwa i nie podzielałam entuzjazmu ani fascynacji "Grą o tron". Tak zaczęła się moja przygoda z "Królową Boną".

Procesy kościelne pojawiły się u nas już w średniowieczu.

Dlatego nastąpiło to od tej epoki, gdyż to właśnie wtedy Polska przyjęła chrzest, a w związku z tym, odziedziczyliśmy wszystko z dobrodziejstwem inwentarza ;)

I mimo, że urząd obrońcy węzła małżeńskiego został ustanowiony dopiero w 1741 r., to już w Renesansie, czyli w latach 1540 - 1550, królowa Bona chciała "uwolnić" swojego syna - Zygmunta II Augusta od żony i rozmyślała nad wszczęciem procesu kościelnego o stwierdzenie nieważności małżeństwa, ale jego żona "na szczęście" zmarła, on się ożenił ponownie (znowu zmarła) i ponownie, ALE ostatnia jego żona była Habsburżanką i nie było opcji procesu kościelnego, gdyż Habsburgowie mieli zbyt duże wpływy na dworze papieskim. A w związku z tym Papież nie zrobiłby nic na przekór Habsburgom, co tylko uniemożliwiło Zygmuntowi II Augustowi rozpoczęcie procesu o stwierdzenie nieważności małżeństwa, które jest obecnie błędnie określane jako "rozwód kościelny" lub "unieważnienie małżeństwa".

Jak widzicie seriale również mogą być pożyteczne. Choć szczerze przyznam, że gdyby nie moja znajomość tematu, to z serialu nie wywnioskowałabym nic, gdyż poza jedną aktorską kwestią królowej Bony "a może spróbować rozpocząć proces kościelny u Papieża i pomóc Zygmuntowi...? nie padło więcej ani jedno słowo w kwestii kanonistyki, wpływów na dworze papieskim i procesów kościelnych ;)

Ciekawa jestem czy w tamtych czasach również były problemy z nazewnictwem i używaniem potocznych, aczkolwiek błędnych nazw, jak "rozwód kościelny" lub "unieważnienie ślubu". Po głębszym zastanowieniu uważam jednak, że w tamtych czasach nie było z tym absolutnie żadnego problemu :)


Czy dogadanie się z ex-em pomaga, szkodzi i czy w ogóle jest możliwe?

Wielu moich klientów przychodzi do mnie z informacją: "dogadałam się z mężem i on się na wszystko zgadza, więc nie będzie problemu". Ano problem tkwi w tym, że proces kościelny nie jest procesem rozwodowym. Nie wystarczy zgodzić się na przeprowadzenie procesu, tak samo jak brak udziału w procesie nie zawsze przynosi oczekiwany rezultat.

I jeśli nawet da radę dogadać się z mężem/żoną odnośnie zgody, co do chęci rozejścia się, to ciężko jest dogadać się, co do przekazania faktów dotyczących życia narzeczeńskiego, małżeńskiego i około rozwodowego. Do tego wszystkiego należy dołączyć świadków, którzy przeważnie przedstawiają swoją wersję wydarzeń, która rzadko kiedy jest spójna z zeznaniami stron.

"Dogadanie się" stron nie jest równoznaczne z ugodą, więc proszę nie stosować zamiennie tych pojęć.

"Dogadanie się" szkodzi, gdy poniższe przesłanki nie zostaną spełnione i każda ze stron będzie chciała przeforsować swoją "rację".

Natomiast pomaga tylko wtedy, gdy małżonkowie są całkowicie pewni swoich decyzji i nie czują do siebie ani żalu, ani pretensji. I polega ono na tym, że małżonkowie nie robią sobie krzywości, nie powołują co chwila nowych świadków, nie wypisują do sądu zbędnych elaboratów i starają się zachować względny spokój. Wtedy mogę zaryzykować stwierdzenie, że przeprowadzenie procesu jest w zasadzie bezbolesne dla każdej ze stron.

A jakie Wy macie zdanie na ten temat? Jest możliwe czy nie?

Copyrights © 2014 - 2020 PORADY KANONICZNE Katarzyna Magnuszewska, Warszawa, NIP: 5222605195, poradykanoniczne.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.