blog LS3.jpg

Katarzyna

prawnik kanonista z wykształcenia i z zamiłowania również:)

Po przepracowaniu kilku lat w Metropolitalnym Sądzie Warszawskim postanowiła założyć bloga www.poradykanoniczne.pl. Poprzez niego pragnie przybliżyć zasady panujące w Kościele Katolickim. Indywidualnie również udzieli porad kanonicznych, po wcześniejszym umówieniu się na spotkanie, w zakładce

 

Dzień dobry w ten wiosenny, aczkolwiek śnieżny poranek!


Dziś będzie o klauzulach zakazujących zawarcie nowego ślubu sakramentalnego. Kto o nich nie słyszał i kto przez nie, nie rozpoczął procesu kościelnego z obawy przed zakazem ponownego zawarcia ślubu kościelnego?


Klauzule te są zazwyczaj dołączane do wyroków stwierdzających nieważność małżeństwa prowadzonych z tytułu niezdolności do podjęcia i wypełnienia istotnych obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej. Tak, wiem, dużo słów, a i tak większość społeczeństwa skraca ten tytuł do ogólnego, acz błędnego stwierdzenia, że „mąż zrobił ze mnie wariatkę i chorą psychicznie”. Wiem to. Niemniej klauzule te w większości dotyczą właśnie tego tytułu sporu.


Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego strony mogą zawrzeć nowe małżeństwo zaraz, gdy wyrok lub dekret zostanie im podany do wiadomości, chyba że została dołączona klauzula. Wydanie zakazu zawarcia nowego małżeństwa należy do trybunału, który po raz pierwszy wydał wyrok pozytywny.


Pamiętajcie jednak o tym, że zakaz ten ma charakter jedynie wzbraniający i stronom przysługuje prawo zawarcia małżeństwa zaraz po otrzymaniu wyroku wykonalnego a informacje o nieważności małżeństwa i klauzulach są odnotowane w księgach małżeństw i ochrzczonych.


Gdy przychodzi czas zawarcia nowego małżeństwa sakramentalnego należy poprosić o zdjęcie klauzuli i już! Oczywiście, że zdjęcie klauzuli nie jest wydawane od ręki, gdyż potrzebna jest opinia biegłego sądowego w tym zakresie, ale nie oszukujmy się - adwokat kościelny nam w tym nie pomoże. Jeśli znajdzie się gdzieś taki, który zadeklaruje chęć niesienia pomocy przy jej zdjęciu, to uśmiechnijcie się do niego szeroko i omijajcie z daleka!


Osoby zainteresowane wszczęciem procesu kościelnego o stwierdzenie nieważności małżeństwa zapraszam do kontaktu i pozostawienia do siebie danych kontaktowych. Oddzwaniam :)





Aktualizacja: lut 15





Czary mary! Jedno słowo wypowiedziane przed ołtarzem i już jesteś ożeniony.

Czary mary! Jedno słowo wypowiedziane przez sen i już jesteś rozwiedziony.

Czy w procesie kościelnym naprawdę chodzi tylko o jedno słowo? Czy może jest z tym trochę więcej stresu i zamartwiania się? A może wystarczy się zgodzić, przyznać do wszystkiego i już? Jak to często bywa, teoria teorią, a życie i tak pisze swoje scenariusze. Wokół procesów skróconych narosło już tyle mitów, że nie wiem, od którego z nich mam zacząć, by je prostować. Jednym z takich mitów jest np. to, że wystarczy wspólnie złożyć skargę powodową w sądzie i już.

Otóż nie! Przesłanka taka wprawdzie występuje, ale ma nieco szersze, a przez co inne znaczenie.


Jedną z przesłanek jest wspólne wystąpienie do sądu kościelnego ze skargą powodową, czyli zgodna prośba stron w procesie skróconym przed biskupem. I wszystko byłoby proste, gdyby nie jeden mały szczegół, o którym strony zapominają. Kan. 1683 MIDI jasno stanowi, że prowadzenie sprawy o stwierdzenie nieważności małżenstwa w takim trybie jest możliwe, gdy "żądanie zostanie zgłoszone przez obydwoje małżonków lub przez jednego z nich za zgodą drugiego". I choć jest to dość jasna przesłanka, to jednak nic nie jest takie oczywiste. Co zatem strony mają zrobić w sytuacji, gdy wprawdzie są zgodne co do stwierdzenia nieważności małżeństwa, ale nie są zgodne co do tytułów sporu, gdyż nie ma u nich zgodności, co do podstawy prawnej. Gwoli przypomnienia, proszę mieć na uwadze to, że zgodna wola stron dotyczy nie tylko celu, jakim jest orzeczenie nieważności małżeństwa. Dotyczy ona nie tylko prośby o formę skróconą, jaką jest proces skrócony przed biskupem, ale dotyczy ona przede wszystkim zgodnej woli stron, co do tytułów sporu, z jakich miałby się taki proces toczyć i z jakich tytułów nieważność ta miałaby zostać orzeczona. Dzieląc się moim doświadczeniem zawodowym, przytoczę pewną sytuację, która miała miejsce podczas udzielania przeze mnie porady prawnej. Rozwiedzeni małżonkowie zgodnie twierdzili, że chcą prowadzić proces skrócony, gdyż według nich spełniają wymagane przesłanki prawne. W drodze wyjątku zgodziłam się na wspólną poradę prawną uprzedzając, że nie widzę możliwości przeprowadzenia procesu w trybie skróconym ze względu na brak spełnionych przesłanek prawnych. Zaczęło się w iście idyllicznym stylu, a skończyło kłótnią. Po ich dobrych relacjach prawdopodobnie nie ma już śladu a z ich zgodności co do spełnienia "wszystkich" przesłanek została zachowana tylko zgodność co do celu, czyli co do tego, że oboje chcą uzyskać stwierdzenie nieważności małżenstwa. Zgodna prośba w mig stała się wzajemnymi pretensjami, a zgodna wola co do przyczyny nieważności ich małżeństwa zamieniła się w "wojnę" o udowodnienie "winy" drugiej stronie. Żadne z nich nie miało woli spojrzenia na siebie krytycznym okiem i żadne z nich nie miało woli przyjęcia na siebie zarzutów drugiej strony. Jak widzicie, samo wspólne złożenie skargi powodowej nie wystarczy, by prcoes kościelny był przeprowadzony w trybie skróconym, tak samo jak nie wystarczy przekonanie o nieważności małżeństwa. Muszą zostać spełnione przesłanki, które następnie muszą zostać uargumentowane. Tak między nami, to skoro brak jest zgodności już na etapie porady prawnej, to według mnie nie ma możliwości przeprowadzenia procesu w trybie przyspieszonym.

Wezwanie to jedno, ale wola uczestnictwa w procesie to drugie.


Historia jednej z klientek posłużyła mi za wstęp do popełnienia tego wpisu.


Sprawa rozwodowa, w której jedno z małżonków nie widzi szansy na uratowanie małżeństwa. Sędzia pokrótce wyjaśnia, czym jest rozwód i jakie niesie ze sobą konsekwencje, prosi powoda o przedstawienie jego stanowiska w sprawie. Powód informuje, że żąda rozwodu bez orzekania o winie. Sędzia zwraca się do pozwanej, prosząc o to samo. Pozwana smutno, ale z nadzieją w oczach prosi sędzię o udzielenie jej głosu. Sędzia wyraża zgodę. Pozwana łamiącym głosem informuje sąd, że prosi o mediację, gdyż widzi szansę na pogodzenie się. Sędzia cierpliwie tłumaczy, że strony zostały skierowane na mediację, ale mediacja nie doszła do skutku, gdyż powód nie wyraził na nią zgody i dodaje, że nikogo do niczego nie można zmusić. Pozwana potakuje, tak jakby zgadzała się z przedstawionymi faktami, ale mówi:

„ja nie chciałam brać udziału w tym procesie ani nie chciałam tu przychodzić. Zostałam jednak do tego zmuszona, przez co biorę udział w czymś, w czym nie mam zamiaru, więc skoro sąd przymusił mnie, abym tu przyszła, to może również przymusić powoda do tego, by uczestniczył w mediacji”.


Tak wyglądała sprawa rozwodowa w sądzie okręgowym. Czy w sądzie kościelnym jest podobnie? Czy sąd może zmusić stronę pozwaną i świadków do tego, by wzięli udział w procesie?

Nie.


Sąd kościelny nie ma żadnych środków karnych, by zmusić kogokolwiek do czegokolwiek. Nie może nałożyć kary grzywny za niestawiennictwo w sądzie. Nie może też nikogo przymusić, by odpowiedział na wezwania sądowe i łaskawie pojawił się na przesłuchaniu. Jeżeli strona pozwana lub świadkowie nie będą chcieli wziąć udziału w procesie o stwierdzenie nieważności małżeństwa, to nie wezmą w nim udziału. I o ile na brak strony pozwanej w procesie jest środek (dekret nieobecności strony pozwanej w sądzie), to na niestawiennictwo świadków nie ma. Jednak, zarówno niestawiennictwo strony procesowej, jak i świadków pociąga za sobą konsekwencje, z którymi należy się liczyć.