Katarzyna

prawnik kanonista z wykształcenia i z zamiłowania również:)

Po przepracowaniu kilku lat w Metropolitalnym Sądzie Warszawskim postanowiła założyć bloga www.poradykanoniczne.pl. Poprzez niego pragnie przybliżyć zasady panujące w Kościele Katolickim. Indywidualnie również udzieli porad kanonicznych, po wcześniejszym umówieniu się na spotkanie, w zakładce

 

Ja to robię codziennie. Dla Was jest to pierwszy raz. Posiadanie adwokata kościelnego pomaga. Ale posiadanie adwokata kościelnego, dzięki któremu klient poczuje się zauważony, widziany i słyszany to skarb! Mimo, że sprawy małżeńsko-rozwodowe są do siebie podobne, to jednak klienci są inni i każdy z nich jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Moi klienci są różni...rozsądni, impulsywni, spokojni, zmartwieni, uroczy, przepraszający że żyją, łagodni, nadpobudliwi, wierzący i nie. Ale każdy z nich ma swoją historię, bez której poznania nie byłabym w

stanie im pomoc i doprowadzić sprawy w zadowalający ich sposób. Każdy z nich podejmuje walkę. Walkę ze sobą, ze swoimi emocjami, z rodziną i przeciwnościami, z którymi musi mierzyć się każdego dnia. Walkę z przeszłością i z tym, że będzie musiał się z nią zmierzyć, by móc zacząć budować wszystko od nowa, z nowym człowiekiem u boku. Praca z klientem polega na tym, że wysłuchuję całokształtu historii, a nie tylko części potrzebnej mi do udowodnienia danej tezy. Klient zawsze może do mnie zadzwonić, napisać, podzielić się swoimi obawami a ja jestem od tego, by go uspokoić i wyjaśnić jak się sprawy mają. Nie ma typowego klienta i typowej sprawy. Każdy jest inny i niepowtarzalny a ja staram się zapoznać z klientami, by moc poznać Wasze intencje i pobudki zachowań. Próbuję Was poznać, by stworzyć między nami relację opartą na zaufaniu, sympatii i wierze, że stworzymy zgrany duet. Dlaczego mi na tym zależy? Bo procesy kościelne są dla mnie codziennością a dla Was jest to pierwszy raz i dlatego uważam, że należy Was przeprowadzić przez niego w sposób bez uszczerbku na zdrowiu. Jeżeli zastanawiacie się nad tym czy rozpocząć taki proces i jednocześnie jesteście pełni obaw, to po prostu do mnie zadzwońcie, bym mogła rozwiać Wasze wątpliwości i wskazać najlepszy kierunek działań. Zapraszam do kontaktu.

Czasami pewność osób procesujących się jest zgubna i mimo jawnych przesłanek oraz okoliczności potwierdzających zasadność danego tytułu sporu zostaje wydany wyrok negatywny.

Z takim przypadkiem miałam niedawno do czynienia, ale nie dało się już niczego zrobić

Sprawa trafiła do mnie po otrzymaniu 3 wyroków, w trzech instancjach. Niestety, ale prowadzenie procesu z nowego tytułu sporu było bezcelowe.

Pod koniec naszej rozmowy usłyszałam pełne smutku westchnienie wypowiadające słowa: "gdybyśmy trafili do pani wcześniej, to mielibyśmy nieważne małżeństwo w I instancji. A tak, przeszliśmy przez trzy instancje i mamy wyrok negatywny".

Czasami tak bywa, że mimo oczywistych oczywistości sędziowie nie mogą orzec nieważności małżeństwa. I tak było w tym przypadku.

Nie wiem czy o tym wiecie, ale pomimo reformy Papieża Franciszka ws. procesu kościelnego o stwierdzenie nieważności małżeństwa nadal istnieją trzy instancje.

Nawet po otrzymaniu pozytywnego wyroku można prowadzić proces w II instancji, a jeśli na etapie II instancji powoła się nowy tytuł sporu i po otrzymaniu wyroku zgłosi się apelację, to proces będzie prowadzony w III instancji.

Dlaczego?

Dlatego, bo obrońca węzła małżeńskiego oraz strona, która czuje się pokrzywdzona wyrokiem I instancji może zgłosić apelację.

Bardzo Was proszę moi czytelnicy o to, byście nie wpadli w pułapkę "oczywistych oczywistości", bo szkoda by było, by przez uparte trzymanie przy swoim przekreślić szansę na nowe życie.

Zdjęcie dzięki uprzejmości firmy biżuteryjnej I COAL YOU.

Miło Cię widzieć, zarówno mój stały, jak i zupełnie nowy czytelniku! Od 13 lat zajmuję się pomocą dla osób szukających wsparcia i reprezentacji w procesie o stwierdzenie nieważności małżeństwa, który jest potocznie (aczkolwiek błędnie) nazywany "rozwodem kościelnym" lub "unieważnieniem ślubu kościelnego". Niby wszyscy mi przytakują i niby wszyscy o tym wiedzą, ale jednak gdy chodzi o procesy kościelne, to nikt nie chce tego zrozumieć dopóki nie zetknie się z tą materią osobiście. Wiele osób stara się mnie przekonać, że nieprawidłowe nazewnictwo nie jest niczym złym i że nie powinnam nikogo poprawiać. Na szczęście już się nauczyłam, że z niektórymi nie ma sensu dyskutować ;) Ale prawda jest taka, że przez całe zamieszanie z nazewnictwem rośnie w społeczeństwie przekonanie, że proces kościelny o stwierdzenie nieważności małżeństwa jest formalnością i kościelną wersją rozwodu cywilnego. Jest to nie tylko niewłaściwe, ale także krzywdzące.

Wyobraźcie sobie, że mamy delikwenta, który cały proces kościelny przeżył ze świadomością "załatwienia" rozwodu, bo to jest przecież formalność. I wyobraźcie teraz sobie jego minę, gdy otrzymał wyrok negatywny. A teraz wyobraźcie sobie jego rozgoryczenie, gdy się nagle dowiedział, że proces kościelny nie jest tożsamy z rozwodem cywilnym.

Kwestia przesłanek i podstaw prawnych również jest inna niż przy rozwodzie. Podobnie jak kwestia doboru świadków i dowodów jest inna.

Bardzo mi miło, że tu jesteście! A będzie mi jeszcze milej, gdy razem ze mną będziecie rozpowszechniać prawidłową formę, zamiast tych nieszczęsnych paszkwili jakimi są "rozwód kościelny" i "unieważnienie ślubu kościelnego".

Copyrights © 2014 - 2020 PORADY KANONICZNE Katarzyna Magnuszewska, Warszawa, NIP: 5222605195, poradykanoniczne.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.