ARCHIWUM

  • Katarzyna Magnuszewska

CZARY MARY... I ZE SKRÓCONEGO PROCESU NICI!





Czary mary! Jedno słowo wypowiedziane przed ołtarzem i już jesteś ożeniony.

Czary mary! Jedno słowo wypowiedziane przez sen i już jesteś rozwiedziony.

Czy w procesie kościelnym naprawdę chodzi tylko o jedno słowo? Czy może jest z tym trochę więcej stresu i zamartwiania się? A może wystarczy się zgodzić, przyznać do wszystkiego i już? Jak to często bywa, teoria teorią, a życie i tak pisze swoje scenariusze. Wokół procesów skróconych narosło już tyle mitów, że nie wiem, od którego z nich mam zacząć, by je prostować. Jednym z takich mitów jest np. to, że wystarczy wspólnie złożyć skargę powodową w sądzie i już.

Otóż nie! Przesłanka taka wprawdzie występuje, ale ma nieco szersze, a przez co inne znaczenie.


Jedną z przesłanek jest wspólne wystąpienie do sądu kościelnego ze skargą powodową, czyli zgodna prośba stron w procesie skróconym przed biskupem. I wszystko byłoby proste, gdyby nie jeden mały szczegół, o którym strony zapominają. Kan. 1683 MIDI jasno stanowi, że prowadzenie sprawy o stwierdzenie nieważności małżenstwa w takim trybie jest możliwe, gdy "żądanie zostanie zgłoszone przez obydwoje małżonków lub przez jednego z nich za zgodą drugiego". I choć jest to dość jasna przesłanka, to jednak nic nie jest takie oczywiste. Co zatem strony mają zrobić w sytuacji, gdy wprawdzie są zgodne co do stwierdzenia nieważności małżeństwa, ale nie są zgodne co do tytułów sporu, gdyż nie ma u nich zgodności, co do podstawy prawnej. Gwoli przypomnienia, proszę mieć na uwadze to, że zgodna wola stron dotyczy nie tylko celu, jakim jest orzeczenie nieważności małżeństwa. Dotyczy ona nie tylko prośby o formę skróconą, jaką jest proces skrócony przed biskupem, ale dotyczy ona przede wszystkim zgodnej woli stron, co do tytułów sporu, z jakich miałby się taki proces toczyć i z jakich tytułów nieważność ta miałaby zostać orzeczona. Dzieląc się moim doświadczeniem zawodowym, przytoczę pewną sytuację, która miała miejsce podczas udzielania przeze mnie porady prawnej. Rozwiedzeni małżonkowie zgodnie twierdzili, że chcą prowadzić proces skrócony, gdyż według nich spełniają wymagane przesłanki prawne. W drodze wyjątku zgodziłam się na wspólną poradę prawną uprzedzając, że nie widzę możliwości przeprowadzenia procesu w trybie skróconym ze względu na brak spełnionych przesłanek prawnych. Zaczęło się w iście idyllicznym stylu, a skończyło kłótnią. Po ich dobrych relacjach prawdopodobnie nie ma już śladu a z ich zgodności co do spełnienia "wszystkich" przesłanek została zachowana tylko zgodność co do celu, czyli co do tego, że oboje chcą uzyskać stwierdzenie nieważności małżenstwa. Zgodna prośba w mig stała się wzajemnymi pretensjami, a zgodna wola co do przyczyny nieważności ich małżeństwa zamieniła się w "wojnę" o udowodnienie "winy" drugiej stronie. Żadne z nich nie miało woli spojrzenia na siebie krytycznym okiem i żadne z nich nie miało woli przyjęcia na siebie zarzutów drugiej strony. Jak widzicie, samo wspólne złożenie skargi powodowej nie wystarczy, by prcoes kościelny był przeprowadzony w trybie skróconym, tak samo jak nie wystarczy przekonanie o nieważności małżeństwa. Muszą zostać spełnione przesłanki, które następnie muszą zostać uargumentowane. Tak między nami, to skoro brak jest zgodności już na etapie porady prawnej, to według mnie nie ma możliwości przeprowadzenia procesu w trybie przyspieszonym.