Katarzyna

prawnik kanonista z wykształcenia i z zamiłowania również:)

Po przepracowaniu kilku lat w Metropolitalnym Sądzie Warszawskim postanowiła założyć bloga www.poradykanoniczne.pl. Poprzez niego pragnie przybliżyć zasady panujące w Kościele Katolickim. Indywidualnie również udzieli porad kanonicznych, po wcześniejszym umówieniu się na spotkanie, w zakładce

 


Czy dogadanie się z ex-em pomaga, szkodzi i czy w ogóle jest możliwe?

Wielu moich klientów przychodzi do mnie z informacją: "dogadałam się z mężem i on się na wszystko zgadza, więc nie będzie problemu". Ano problem tkwi w tym, że proces kościelny nie jest procesem rozwodowym. Nie wystarczy zgodzić się na przeprowadzenie procesu, tak samo jak brak udziału w procesie nie zawsze przynosi oczekiwany rezultat.

I jeśli nawet da radę dogadać się z mężem/żoną odnośnie zgody, co do chęci rozejścia się, to ciężko jest dogadać się, co do przekazania faktów dotyczących życia narzeczeńskiego, małżeńskiego i około rozwodowego. Do tego wszystkiego należy dołączyć świadków, którzy przeważnie przedstawiają swoją wersję wydarzeń, która rzadko kiedy jest spójna z zeznaniami stron.

"Dogadanie się" stron nie jest równoznaczne z ugodą, więc proszę nie stosować zamiennie tych pojęć.

"Dogadanie się" szkodzi, gdy poniższe przesłanki nie zostaną spełnione i każda ze stron będzie chciała przeforsować swoją "rację".

Natomiast pomaga tylko wtedy, gdy małżonkowie są całkowicie pewni swoich decyzji i nie czują do siebie ani żalu, ani pretensji. I polega ono na tym, że małżonkowie nie robią sobie krzywości, nie powołują co chwila nowych świadków, nie wypisują do sądu zbędnych elaboratów i starają się zachować względny spokój. Wtedy mogę zaryzykować stwierdzenie, że przeprowadzenie procesu jest w zasadzie bezbolesne dla każdej ze stron.

A jakie Wy macie zdanie na ten temat? Jest możliwe czy nie?

Ja to robię codziennie. Dla Was jest to pierwszy raz. Posiadanie adwokata kościelnego pomaga. Ale posiadanie adwokata kościelnego, dzięki któremu klient poczuje się zauważony, widziany i słyszany to skarb! Mimo, że sprawy małżeńsko-rozwodowe są do siebie podobne, to jednak klienci są inni i każdy z nich jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Moi klienci są różni...rozsądni, impulsywni, spokojni, zmartwieni, uroczy, przepraszający że żyją, łagodni, nadpobudliwi, wierzący i nie. Ale każdy z nich ma swoją historię, bez której poznania nie byłabym w

stanie im pomoc i doprowadzić sprawy w zadowalający ich sposób. Każdy z nich podejmuje walkę. Walkę ze sobą, ze swoimi emocjami, z rodziną i przeciwnościami, z którymi musi mierzyć się każdego dnia. Walkę z przeszłością i z tym, że będzie musiał się z nią zmierzyć, by móc zacząć budować wszystko od nowa, z nowym człowiekiem u boku. Praca z klientem polega na tym, że wysłuchuję całokształtu historii, a nie tylko części potrzebnej mi do udowodnienia danej tezy. Klient zawsze może do mnie zadzwonić, napisać, podzielić się swoimi obawami a ja jestem od tego, by go uspokoić i wyjaśnić jak się sprawy mają. Nie ma typowego klienta i typowej sprawy. Każdy jest inny i niepowtarzalny a ja staram się zapoznać z klientami, by moc poznać Wasze intencje i pobudki zachowań. Próbuję Was poznać, by stworzyć między nami relację opartą na zaufaniu, sympatii i wierze, że stworzymy zgrany duet. Dlaczego mi na tym zależy? Bo procesy kościelne są dla mnie codziennością a dla Was jest to pierwszy raz i dlatego uważam, że należy Was przeprowadzić przez niego w sposób bez uszczerbku na zdrowiu. Jeżeli zastanawiacie się nad tym czy rozpocząć taki proces i jednocześnie jesteście pełni obaw, to po prostu do mnie zadzwońcie, bym mogła rozwiać Wasze wątpliwości i wskazać najlepszy kierunek działań. Zapraszam do kontaktu.

Czasami pewność osób procesujących się jest zgubna i mimo jawnych przesłanek oraz okoliczności potwierdzających zasadność danego tytułu sporu zostaje wydany wyrok negatywny.

Z takim przypadkiem miałam niedawno do czynienia, ale nie dało się już niczego zrobić

Sprawa trafiła do mnie po otrzymaniu 3 wyroków, w trzech instancjach. Niestety, ale prowadzenie procesu z nowego tytułu sporu było bezcelowe.

Pod koniec naszej rozmowy usłyszałam pełne smutku westchnienie wypowiadające słowa: "gdybyśmy trafili do pani wcześniej, to mielibyśmy nieważne małżeństwo w I instancji. A tak, przeszliśmy przez trzy instancje i mamy wyrok negatywny".

Czasami tak bywa, że mimo oczywistych oczywistości sędziowie nie mogą orzec nieważności małżeństwa. I tak było w tym przypadku.

Nie wiem czy o tym wiecie, ale pomimo reformy Papieża Franciszka ws. procesu kościelnego o stwierdzenie nieważności małżeństwa nadal istnieją trzy instancje.

Nawet po otrzymaniu pozytywnego wyroku można prowadzić proces w II instancji, a jeśli na etapie II instancji powoła się nowy tytuł sporu i po otrzymaniu wyroku zgłosi się apelację, to proces będzie prowadzony w III instancji.

Dlaczego?

Dlatego, bo obrońca węzła małżeńskiego oraz strona, która czuje się pokrzywdzona wyrokiem I instancji może zgłosić apelację.

Bardzo Was proszę moi czytelnicy o to, byście nie wpadli w pułapkę "oczywistych oczywistości", bo szkoda by było, by przez uparte trzymanie przy swoim przekreślić szansę na nowe życie.

Zdjęcie dzięki uprzejmości firmy biżuteryjnej I COAL YOU.

Copyrights © 2014 - 2020 PORADY KANONICZNE Katarzyna Magnuszewska, Warszawa, NIP: 5222605195, poradykanoniczne.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.